Trier to fenomen naszych , przesadnie tolerancyjnych czasów . Gdy inni robią subtelne , melancholijne smutasy o bólu egzystencjalnym on tworzy specyficzne arcydzieła , które grają na ludzkich emocjach nie gorzej niż niedzielna katecheza . Antychryst nie wyłamuje się z tego szeregu . Szokuje i obnaża prawdę o ludzkiej i nie tylko naturze , dlatego tak wielu to oburzyło intelektualnych mieszczuchów w Cannes .
Przed seansem niezle w klimat grozy wprowadziły mnie trailery skandalicznie słabo prezentujących się thrillerów , które straszą tylko dobrym udzwiękowieniem . Wstępniak to wyborna , doskonała w każdym calu poetyka cynizmu . Spadające krople wody i sex pod prysznicem na oczach małego synka , który zapragnął śmierci . Wybijają z pionu same niezwykle pikantne sceny stosunku , ale i brak taryfy ulgowej względem dzieciaka . Toż to nie mieści sie w ramach naszego codziennego pojmowania by dziecko było nie tyle zanihilowane , co lekko draśniee , ale Lars nie bał sie pokonać kolejnej bariery morlanej . Za to mu należy się cześć i chwała . W cynizmie ustępuje tylko Bunuelowi .
Wraz z pierwszym rozdziałem (znane zagranie u reżysera ) zaczyna sie powolnie rozwijająca sie walka o duszę bohaterki opętanej żalem po stracie ukochanego dzieciaczka . Jej małżonek ( zajebisty Defoe !) przeprowadza z nią terapią , która wrazz postępem czasu przeradza sie w chorą grę emocjonalną miedzy nimi obojga . Zło obradza się w nich obojgu . Kobieta jako bardziej rozwinięta emocjonalna jednostka jest barzdiej narażona na stany lękowe tudzież maniakalno depresyjne . Mami się różnych środków jednak prawdziwej przyczyny jej depresyjnego stanu nie jest w stanie rozwikłać bez pomocy męża . Początkowa depresja przeradza się w obsesyjny niepokój będacy z kolei naturalnym stanem psychicznym wśród osób przechodzacych żałobę po stracie najbliższej osoby . To natura jest tematem przewodnim filmu . Ona burzy i niszczy według filozofii zgniecionego mentalnie Triera . Dostrzega i wypunktowuje z religiną dokładnością destrukcyjną działalność przyrody , której jesteśmy dziecmi . To może być dobroduszna matka zapewniająca nam schron w czasie deszczu , ale i też bezduszna rywalka rządzaca się swoimi bezwględnymi prawami . Nic dla niej nie ma znaczenia prócz reprodukcji i podtrzymania gatunku przy życiu . Daje , ale i odbiera dar egzystencji , by igrać dalej z kolejnymi potępieńcami . Piękny wizerunek z zewnątrz może mamić , ale nie odbierze nam prawa by negować nieskazitelność tego piękna . Martwe pisklęcie pożerane przez setki mrówek , pełzający płód sarny i rosierdzone wnętrznośći wilka to obrazki które rzadko kiedy mamy sposobnośc zobaczyć w filmach przyrodniczych . Ów wizerunek siedzy w naszej podświadomości ,a reżyser ma na celu tylko przypomnieć pewne cechy , co niewatpliwie mu sie udaje prezentując je z diaboliczną satysfakcją . To zło siegajac troche dalej niż fizycznośc , bedacy jej znaczacym aspektem , ale nie jedynym . Przynajmniej nie najważniejszym . Mentalność to swoista walka tocząca się odwiecznie między dobrem i złem , będaca niekiedy dobrodziejstwem a niekiedy przekleństwem rodzaju ludzkiego . Przmierzamy nią całą wszechświat , jednak są momenty gdy trafiamy na pułapki , z których nie idzie się wydostać . Jak niewinna mucha wplątani jestesmy w siec ludzkiej mroczności szarpiać się i motając , chwytajac różnorakich sposóbów by uciec od przeznaczenia jednak w pewnym momencie opadamy z sił i godzimy się na los i czekając na egzekucję .
Religia też znajduje swe zaszczytne miejsce wśród winnych . Niczym Nietzsche negujemy interwencje bożą w świat ludzki odnajdujemy innego sprawce chaosu . ''Natura to kościół szatana'' mówi kobieta czyli z kolei synonim ludzkiego diabła , prekursora wszelkich złorzeczy , najlepszej uczennicy Lucyfera . I tak gdy na początku byliśmy świadomi lub też dogłębnie przekonani , że to ONA jest TYM złem tak końcówka rozwiewa nasze wątpliwości co jeszcze korzystniej wpływa na ogólny wizerunek zdefibrylowanego psychicznie obrazu . Jedynie co mnie martwi w tej egzaltacji zła to nieuzasadniona merytorycznie makabra przypominająca groteską z serii o Jigsawie .Żal , ból i rozpacz mogą się nam objawiać w bardziej wyrafinowany panie Trier .
Podsumowując jest bardzo usatysfakcjonowany z nowego projektu bezkompromisowego duńczyka . To skuteczna forma autoterapii gdzie ból i zniechecenie można zażegnać nie bez ogromengo wysiłku , ale z jakim triumfem . To destrukcja , która jak na ironię zbawić ludzkość . Gdy Nietzsche wypowiedział słynne słowa ''gott ist tot'' ludzkośc przekleła go na wieki . Nihilizm z którym tak zawzięcie walczył został z nim aż do końca . Trier tworząc ten obraz też zdaje sie nam coś powiedzieć . Zło istnieje i stara sie nas zabić od środka , jednak po npisach końcowych zamiast samobójczego konsensusu mamy rozkwit na ustach cynicznego uśmiechu . Czy to nie jest piękne ?
skomentuj (2)